Zwykły człowiek na pierwszy rzut oka widzi samochód: ładny kolor, ciekawą sylwetkę, wygodne wnętrze. Być może jeszcze zerknie na znaczek i zastanowi się, czy auto dobrze wyglądałoby na jego podjeździe.
Flotowiec widzi coś zupełnie innego.
Patrzy na felgi i myśli o cenie kompletu opon. Widzi jasną tapicerkę i już wyobraża sobie jej stan po trzech latach użytkowania przez przedstawiciela handlowego. Otwiera bagażnik i nie sprawdza, czy zmieści się walizka. Sprawdza, czy zmieszczą się próbki, katalogi, torba z laptopem i wszystko, co pracownik „zabiera tylko na jeden dzień”.
Czy po kilku latach zarządzania flotą da się jeszcze po prostu zachwycić samochodem?
Człowiek chce się przejechać. Flotowiec rozpoczyna audyt
Zwykła jazda próbna zaczyna się niewinnie. Fotel jest wygodny. Kabina dobrze wyciszona. Samochód płynnie rusza. Przez chwilę można nawet pomyśleć, że tym razem uda się po prostu pojechać.
Ale potem włącza się zawodowy tryb.
Czy handlowiec po ośmiu godzinach nadal będzie uważał ten fotel za wygodny? Czy menu na ekranie jest intuicyjne, czy po tygodniu połowa kierowców zadzwoni z pytaniem, gdzie zmienia się ustawienia? Czy z tyłu naprawdę jest dużo miejsca, czy tylko dobrze wygląda na zdjęciach?
Nagle okazuje się, że jazda próbna nie ma już nic wspólnego z przyjemnością. To kontrola jakości, ergonomii i przyszłej liczby telefonów do osoby zarządzającej flotą.
Największy test zaczyna się jednak na parkingu
Bo samochód może świetnie wyglądać w salonie, pięknie przyspieszać i mieć imponującą listę wyposażenia.
A potem przychodzi codzienność.
Wąskie miejsce pod biurem. Wysoki krawężnik. Podziemny garaż. Brama, która według kierowcy „zrobiła się ostatnio trochę ciaśniejsza”.
Właśnie wtedy flotowiec zaczyna patrzeć na auto naprawdę uważnie.
Czy jest łatwe do zaparkowania? Czy kierowca dobrze widzi narożniki? Czy kamery i czujniki faktycznie pomagają, czy jedynie produkują kolejne dźwięki? Czy drzwi da się otworzyć bez zostawienia pamiątki na samochodzie obok?
To są pytania, których nie widać w folderze.
Za to bardzo szybko widać je w statystyce szkód.
Wnętrze też nie ma łatwego życia
Jasna tapicerka wygląda znakomicie.
Przynajmniej do pierwszej kawy wypitej w pośpiechu, pierwszego błotnistego poniedziałku i pierwszego pracownika, który uzna, że bagażnik jest zbyt daleko, więc kartony można położyć na tylnej kanapie.
Flotowiec nie patrzy więc na wnętrze wyłącznie pod kątem estetyki.
Patrzy na nie jak ktoś, kto zna przyszłość.
Wie, gdzie pojawią się pierwsze ślady użytkowania. Który materiał będzie wyglądał dobrze po roku, a który już po kilku miesiącach zacznie przypominać dokumentację intensywnej eksploatacji. Wie też, że uchwyt na kubek bywa dla kierowcy ważniejszy niż połowa systemów zapisanych w specyfikacji.
To trochę odbiera romantyzm motoryzacji.
Ale za to bardzo pomaga przy wyborze samochodu do firmy.
Czy flotowiec ma jeszcze samochód marzeń?
Oczywiście.
Tyle że jest to marzenie mocno rozbudowane.
Samochód powinien dobrze wyglądać, być komfortowy, praktyczny, rozsądny kosztowo, prosty w obsłudze, bezpieczny, lubiany przez kierowców i najlepiej odporny na krawężniki, kawę oraz zdanie:
„Nie wiem, kiedy powstała ta rysa”.
Innymi słowy, nie chodzi już o auto idealne.
Chodzi o auto, które dobrze znosi rzeczywistość.
I być może właśnie dlatego flotowiec patrzy na samochody inaczej. Nie mniej emocjonalnie, tylko bardziej wielowarstwowo. Widzi to, co podoba się kierowcy, to, co interesuje zarząd, oraz to, co za kilka miesięcy może pojawić się w kosztach.
Czasami jednak trafia się model, przy którym nawet zawodowy radar na chwilę cichnie.
Flotowiec wsiada, rozgląda się i myśli:
„To naprawdę dobre auto”.
Dopiero po chwili dodaje:
„Trzeba sprawdzić TCO”.
Samochód flotowy powinien dobrze wyglądać nie tylko w dniu odbioru, ale też sprawdzać się
w codziennej pracy. W salonie BYD Karlik można poznać elektryczne i hybrydowe modele BYD podczas jazdy testowej i sprawdzić je nie tylko oczami kierowcy, lecz także flotowca.
☎ +48 61 677 51 00
📍 ul. Torowa 8, Poznań